A A A
  • Angielski dziadek – Beniamin Hodder
    Angielski dziadek – Beniamin Hodder
  • Babka Aleksandra Hodder z domu Merska
    Babka Aleksandra Hodder z domu Merska

Genealogia

Poza intensywną pracą ściśle artystyczną warto zwrócić uwagę na inne momenty życia Franciszka Sługockiego. Brał udział w działalności genewskiego Koła Młodzieży Polskiej oraz oddziału Związku Strzelec­kiego (w Genewie poznał Lenina i spotykał się z nim); z zamiłowaniem uprawiał alpinizm w Szwajcarii. Powrócił do kraju w 1919 r., w 1920 r. od­był ochotniczą służbę w Wojsku Polskim, w tym samym pułku co brat Marian; odniósł rany w walkach polsko-bolszewickich, przeżył niewolę jeniecką - zbiegł z niej. Zamieszkał w Warszawie. Był członkiem rzeczy­wistym - od 1926 r. - w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych, brał udział w licznych wystawach. Wykonał wiele portretów, plakiet i płaskorzeźb kutych w brązie, tematycznie związanych z Polską Niepodległą (warto przypomnieć, że jego pierwszą pracą po powrocie do kraju była srebrna cyzelowana papierośnica dla Józefa Piłsudskiego, będąca obecnie włas­nością Instytutu J. Piłsudskiego w Londynie). Przeniósł się w 1927 r. do Łodzi i podjął tam różnorodną działalność: artystyczną (m.in. wykonywał plakiexty o tematyce sportowej, na które było duże zapotrzebowanie), dydaktyczną (prowadził dział jubilerstwa w Państwowej Przemysłowej Szkole Żeńskiej), wystawową i organizacyjną (współorganizował Polski Związek Zawodowy Łódzkich Artystów Plastyków).

Po okresie wojennych przesiedleń i wędrówek Franciszek Sługocki od wiosny 1945 r. ponownie mieszkał w Łodzi, był członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków, brał udział w jego wystawach i wrócił do pracy w Państwowej Przemysłowej Szkole Żeńskiej.

Zmarł 12 października 1964 r. w Łodzi i pochowany został na cmenta­rzu św. Józefa w tym mieście.

Żonaty był dwa razy. Pierwsza żona, Maria Lambrecht, zmarła w 1921 r., z drugą - Apolonią Owczarską, zawarł związek małżeński w 1922 r. Miał z nią dwóch synów: Leszka (ur. 1924) i Tadeusza (ur. 1928). Po II wojnie światowej Leszek Sługocki ukończył studia, uzyskał dokto­rat, habilitację i tytuł profesora w dziedzinie nauk prawnych; prowadził w Łodzi kancelarię adwokacką. Opublikował wiele prac, między innymi Kara grzywny samoistnej i jej wykonanie (Warszawa 1984) i Wnoszenie kasacji karnej (Warszawa 1998). Zapewne dzięki ojcu, który przez wiele lat mieszkał w Genewie i Paryżu, bliskie stały mu się język i kultura fran­cuska, Leszek Sługocki poznał i rozmiłował się w literaturze francuskiej. Przetłumaczył, opracował i wydał własnym sumptem kilkanaście tomów i tomików klasycznej literatury francuskiej. Łódzka Oficyna Bibliofilów wydała w jego tłumaczeniu Prospera Merimee Mozaikę (1994) i Charles'a L. de Montesquieu Opowieści wschodnie (1995). Tego ostatniego autora Sługocki wydał we własnym tłumaczeniu i opracowaniu klasyczne dzieło: Rozważania o przyczynach wielkości Rzymian i o ich upadku (2000).

Drugi syn Franciszka, Tadeusz, mechanik ze stopniem magistra inżyniera, zmarł w 1965 r. po wypadku samochodowym spowodowa­nym nie przez niego. Był głównym technologiem Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu.

W życiu braci Mariana i Franciszka (Antoni już nie żył) i ich rodzin wyodrębnia się w sposób szczególny okres okupacji. Matkę Heleny Aleksandrę z Merskich Hodderową, obywatelkę angielską, Niemcy umie­ścili w obozie dla internowanych nad granicą szwajcarską. Wróciła do okupowanej Warszawy i zginęła w czasie Powstania 1944 r. Rodzina Mariana Sługockiego utrzymywała się w pierwszych miesiącach wojny z prowadzonej przez jego żonę stołówki, na którą - w związku z trud­nościami aprowizacyjnymi - było wielkie zapotrzebowanie. Podawano tam rosół z koniny (rzadko z kości wołowych) z ryżem lub ziemniakami. Jednak mieszkanie w kamienicy przy Nowym Świecie 47 nie nadawało się dłużej do zajmowania ze względu na trzecie piętro i dach podziurawiony przez odłamki bomb; co parę dni woda dostawała się do pokoi. Opodal, w domu przy Czackiego 10, znaleziono duże, wolne po poprzednim najemcy mieszkanie parterowe. Dom ten miał własną, bogatą historię, związaną z lokatorami zajmującymi poszczególne mieszkania i aparta­menty, między innymi prof. Antonim Żabko-Potopowiczem, ekonomistą rolnictwa ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (właścicielem kamienicy), rodziną historyka prof. Szymona Askenazego, dwiema sio­strami, paniami Sawickimi, które uciekły z getta, nie opuszczały pokoju i szczęśliwie doczekały końca wojny.

W 1942 r. Helena Sługocka otrzymała od władz zgodę na wyjazd do Iwonicza. Opuściła Warszawę z synami Ryszardem i Wojciechem. Zmusiły ją do tego trudności aprowizacyjne i brak pieniędzy, ponieważ w ciężkich warunkach okupacyjnych zapotrzebowanie na prace rzeźbiarskie i meda­lierskie męża było niewielkie, a w obliczu narastającego terroru i łapanek ulicznych obawiała się o los synów. W Iwoniczu spodziewała się znaleźć lepsze i bezpieczniejsze warunki życia; od przeszło dwóch lat mieszkał tam już Franciszek Sługocki z najbliższą rodziną, poza tym Helena liczyła na dawną znajomość z Michałem Załuskim, kierującym uzdrowiskiem iwonickim. Według notatki rodzinnej, 4 grudnia 1942 r. zjawiła się w biurze uzdrowiska i odwiedziła prywatnie Michała i Zofię Załuskich.

Helena Sługocka zamieszkała najpierw w domu należącym do organisty Nowickiego. Aby zarobić trochę pieniędzy, a nie liczyć tylko na pomoc nadsyłaną przez męża z Warszawy sięgnęła do wypróbowanej metody zdobywania środków do życia: zorganizowała i prowadziła sto­łówkę. Prowadziła ją z żoną organisty, do czasu przeniesienia się do domu należącego do popularnych w Iwoniczu sióstr Kielarowskich. Po­koje wynajmowane u organisty okazały się bowiem w zimie nie do ogrza­nia (tak było w wielu domach iwonickich, wznoszonych głównie z myślą o letnich kuracjuszach).

Helenę Sługocka pamiętam z Iwonicza bardzo dobrze: miała wtedy 50 lat i często zjawiała się w uzdrowisku, wyróżniając się na tle oku­pacyjnej szarzyzny przedwojennymi eleganckimi sukienkami i ogólnym zadbaniem. Parę razy dała minirecitale wokalne, zawsze z towarzysze­niem fortepianu i dla wąskiego grona znajomych: w Domu Zdrojowym i w salonie Belwederu - willi, w której z częścią rodziny mieszkałem w latach wojny.

Starszy syn Heleny Sługockiej, Ryszard, spisał się dzielnie w Iwoniczu w końcowym okresie okupacji, po 26 lipca 1944 r, kiedy oddział Armii Krajowej uwolnił uzdrowisko od panowania niemieckiego; stało się to przed wejściem Armii Czerwonej i było realizacją planu „Burza" na wąskim odcinku Beskidu Niskiego. Powstałą strukturę partyzancko-organizacyjną nazwano później Republiką (Rzeczpospolitą) Iwonicką. Wówczas 16-letni Ryszard Sługocki był jednym z partyzantów wyzwalających Iwonicz.

Jego drugi wyczyn, który omal nie skończył się tragicznie, wydarzył się w roku następnym. W styczniu 1945 r. Helena Sługocka z synami prze­niosła się do Krosna, aby mogli uczęszczać do nowo organizowanych szkół. W dniu 11 listopada tego roku, w Święto Niepodległości, grupka młodocianych przyjaciół - Ryszard Sługocki, Helena Załuska i Zdzisław Szczęsny - w godzinach wieczornych podłożyła ładunek wybuchowy pod pomnik Armii Radzieckiej postawiony w Krośnie naprzeciw kościoła oo. Kapucynów. Wybuch był potężny, pomnik został uszkodzony; poszukiwanie sprawców przez Służbę Bezpieczeństwa nie dało rezultatu. Zatrzymano wtedy na krótko kilkunastu podejrzanych o udział gim­nazjalistów, między innymi także mnie. Spędziłem w areszcie Urzędu Bezpieczeństwa przy rynku w Krośnie kilkanaście godzin w nocy z 11 na 12 listopada 1945 r.

Dla Heleny Sługockiej i jej synów był to czas trudny i smutny, warunki życiowe nad wyraz ciężkie. Mąż i ojciec już bowiem nie żył. Na przełomie czerwca i lipca 1944 r. Marian Sługocki w złym stanie zdrowia przyje­chał z Warszawy do Iwonicza. Chorował na płuca. Był osłabiony. Zmarł 10 października 1944 r, trzy tygodnie po wkroczeniu do Iwonicza wojsk radzieckich. Pochowany został na prowizorycznym cmentarzyku naprze­ciw kaplicy zdrojowej, obok złożonych tam w czasie Republiki Iwonickiej zwłok Emmy Załuskiej. Dopiero po zakończeniu wojny powstały wa­runki do ekshumacji i przeniesienia trumien do grobów na oddalony o 5 kilometrów właściwy cmentarz w Iwoniczu Wsi. Szczątki Mariana Sługockiego, zgodnie z jego życzeniem, spoczywają do dzisiaj na tym cmentarzu. Grób jego odwiedza corocznie syn Ryszard, czasem też Wojciech na stałe zamieszkały w Stanach Zjednoczonych, od czasu do czasu przyjeżdżający do Polski.

Okupacyjne losy Franciszka Sługockiego i jego rodziny potoczyły się w niektórych momentach podobnie, w innych zupełnie różnie. W dniu 13 grudnia 1939 r. rzeźbiarz został z żoną i dwoma synami wysiedlony przez Niemców z Łodzi. Było to w początkowym okresie prowadzonych z całą brutalnością masowych wywózek Polaków z obszaru włączonego do Reichu (Warthegau). Wolno było zabrać tylko podręczny bagaż. Franciszek Sługocki musiał zostawić w mieszkaniu swoje dokumenty, zapiski, dorobek artystyczny. Wszystko to przepadło. Sługockich umieszczono na Radogoszczu w Łodzi i stamtąd razem z innymi wysiedleńcami wywieziono w wagonach bydlęcych do Krosna. Nie mając się gdzie podziać (Niemcy wyrzucali wysiedleńców z wagonów na stacji kolejowej), Sługoccy udali się do Iwonicza, gdzie Franciszek miał znajomych: emerytowanego urzędnika administracyjnego Wiktora Klimka (znanego jeszcze z czasu studiów zagranicznych) i Michała Załuskiego, poznanego w 1919 r. w Warszawie.