A A A
  • R. Sługocki „W pogoni za Imogeną”
    R. Sługocki „W pogoni za Imogeną”
  • R. Sługocki „Na przekór i na bakier”
    R. Sługocki „Na przekór i na bakier”

Książki wydane


Fragment książki „Na przekór i na bakier”:

- Rewizja! - oświadczył dowodzący grupą starszy sierżant. - Jak jest w domu coś strzelającego, lepiej od razu oddać.

- Nic nie ma - wybąkałem.

- My wiemy, że jest i znajdziemy - oświadczył sierżant, po czym usiadł na krześle, wciąż trzymając mnie na muszce. Stałem z podniesionymi rękoma, a jego dwaj podkomendni zaglądali we wszystkie kąty.

- Lepiej od razu powiedzieć, gdzie to jest - zachęcał mnie - bo i tak znaj­dziemy.

Milczałem i starałem się nie patrzyć w stronę łóżka. Przeszukiwacze już po kilku minutach wygarnęli spod łóżka zawiniątko z pistoletem.

- A jednak coś znaleźliśmy - ucieszył się sierżant.

W tym momencie uchyliły się drzwi i do mieszkania weszła matka. Jakby nie widząc trójki żołnierzy z lufami wycelowanymi w jej stronę, krzyknęła na widok pistoletu:

- A nie mówiłam, żebyś od razu poszedł z tym na milicję!

Stałem jak skamieniały, przestraszony możliwymi konsekwencjami, ale w mig zorientowałem się, o co matce chodzi i jaką linię obrony należy przyjąć.

Zanim jednak zdążyłem się odezwać, matka powiedziała:

- Ci chłopcy są niepoprawni.

Chłopcy - to była liczba mnoga. I sierżant się zaraz tego uczepił:

- No, to ilu was było przy tym znalezisku?

Nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć, żeby się bardziej nie pogrążyć i innych nie wsypać. Tymczasem sierżant powiedział do matki:

- Wiemy, że tu było kilku chłopaków i że tu dziś strzelano. Idziemy na bezpiekę. Pani też - zwrócił się do matki. - Tam sobie z wami porozmawiają.

W tym momencie drzwi wejściowe trzasnęły o ścianę i do mieszkania wpadł Wojtek. Wpadł, od razu przytulił się do matki i uderzył w płacz.

- Ile ma pani tych dzieci? - zapytał sierżant.

- Dwoje, ledwo ich przez całą tę wojnę uratowałam. Syn do liceum chodzi - dodała ni w pięć, ni w dziewięć.
Sierżant siadł na krześle i zamyślił się. Jeden z żołnierzy, który wcześniej wyszedł na korytarz, teraz wrócił i coś powiedział cicho, schylając się mu nad uchem. Ten wbił we mnie spojrzenie i powiedział ostro: