A A A
  • R. Sługocki „W pogoni za Imogeną”
    R. Sługocki „W pogoni za Imogeną”
  • R. Sługocki „Na przekór i na bakier”
    R. Sługocki „Na przekór i na bakier”

Książki wydane

Fragment książki „W pogoni za Imogeną”:

 

Na herbaciarnię na kółkach było mnie stać.

Trzy dni później zostałem jej kochankiem. Wcześniej pani Giraud odwie­dziła mnie w hotelu. Pozwoliła się tylko pocałować, oświadczając, że przygo­da w hotelu jest w złym stylu. Chciała zobaczyć, jak mieszkam, ale jej noga tu więcej nie postanie, gdyż hotele, w których mieszkają członkowie Komisji, podlegają inwigilacji. Odwiedzający muszą się spowiadać na policji.

- To po co się narażasz? - zapytałem.

- Raz mogłam przyjść w interesach do dyrektora hotelu. To od drugiego razu zaczyna się niebezpieczeństwo. Dlatego drugiego razu nie będzie. Ale musimy się gdzieś spotykać. Już ja coś wymyślę!

Następnego dnia powiedziała:

- Mam domek nad morzem. Pojedziemy tam na weekend!

- A co powie mąż, jak znikniesz?

- Męża nie ma w Sajgonie. Wraca z Francji dopiero za tydzień. Dziś tele­fonowałam do niego, aby się upewnić. Domku pilnuje stróż. To ja mu płacę, więc nikomu nic nie powie. Tam jest tak romantycznie!

Miejscowość nazywała się Hoang Lai i leżała dwadzieścia kilometrów na północ od Cap Saint Jacąues. „Domek" był dużym jednopiętrowym bungalowem z werandą, otoczonym hektarowym zaniedbanym parkiem schodzącym aż do morza. Wnętrze wyglądało tak, jakby od dawna nikt w nim nie mieszkał.

- Bywamy tu rzadko - wyjaśniła Simone. - Kupiłam go bardzo tanio od Francuzów, którzy wyjechali, ale to nie był dobry zakup. Teraz byłoby niemożliwe znaleźć na niego kupca.

Stróż, stary zasuszony Wietnamczyk, powitał właścicielkę, zginając się w ukłonach. Kolację zjedliśmy w wielkiej sali jadalnej za ogromnym stołem na dwadzieścia osób. Dobrze, że rozdzieleni byliśmy tylko jego szerokością, a nie długością, bo inaczej musielibyśmy chyba do siebie krzyczeć. Simone zadbała o pozory. Stróż przygotował mi osobny pokój na piętrze. Przyszła zaraz po kolacji. Pod całkowicie przeźroczystym peniuarem miała różowe majtki. Nie wiem, dlaczego droczyła się z ich zdjęciem. Być może tak sobie wyobrażała romantyczną miłość: kobieta do końca opiera się sile namiętności i popędom mężczyzny. Miała płaski brzuch i małe jędrne piersi. W miłości nie była porywcza. Ale zdołałem w ciągu tej nocy skłonić ją do stłumionych okrzyków. Od pierwszego razu płakała. Nie wiedziałem, dlaczego zalewa się łzami. Okazało się, że płacze... z miłości do mnie.